Nie jest tak, jak się utarło dzięki filmom, że trzeba odczekać 48 godzin, aby zgłosić zaginięcie.W ubiegłym roku grudziądzka policja zanotowała aż 168 przypadków zaginięć, ucieczek z domu bądź z ośrodków dla nieletnich. Choć w większości spraw, osoby zaginione udaje się odnaleźć po kilku dniach, są przypadki, które od wielu lat pozostają bez rozwiązania.
- Najwięcej takich zdarzeń notujemy w miesiącach letnich, krótko po rozpoczęciu roku szkolnego i w okresie świąt bożonarodzeniowych - tłumaczy st. sierż. Tomasz Gąsowski z zespołu ds. poszukiwań i identyfikacji osób Komendy Miejskiej Policji w Grudziądzu. - Zaginięcie zgłaszają najczęściej rodzice dzieci, które nie wróciły z wakacji, bądź opiekunowie młodzieży w ośrodkach wychowawczych.
Inaczej jest w przypadku osób dorosłych. W ubiegłym roku wpłynęły 63 zgłoszenia zaginięcia do grudziądzkiej komendy policji. W 5 przypadkach, funkcjonariusze odnaleźli jedynie zwłoki poszukiwanych, a w 10 stwierdzili, że przebywają oni w szpitalach, najczęściej psychiatrycznych.
- Do dnia dzisiejszego nierozwiązane zostały dwie sprawy z 2009 roku - mówi sierż. Gąsowski. - Jedna dotyczy młodej dziewczyny, która była świadkiem morderstwa w okolicach Bydgoszczy. Druga sięga jeszcze 2007 roku, bo od tego czasu nie dawał znaku życia mieszkaniec Grudziądza przebywający czasowo za granicą, którego zaginięcie dopiero przed paroma miesiącami zgłosiła najbliższa rodzina.
Jest też kilka spraw, które już od lat nie mogą znaleźć swojego rozwiązania. Od 2005 r. grudziądzka policja poszukuje zaginionej 57-letniej Barbary Konkolewskiej. W tym samym roku w okolicach Warszawy po raz ostatni widziano 51-letniego Jerzego Wysockiego. Wśród zaginionych jest również nasza redakcyjna koleżanka Aleksandra Walczak, która zaginęła w nocy z 12 na 13 marca 2004 r. Miała wówczas 52 lata.
Policjanci w dalszym ciągu poszukujmy Romana Widomskiego, właściciela grudziądzkiego klubu Ajax. Mężczyzna wyszedł z domu 1 stycznia 2010 roku. Opuścił mieszkanie tłumacząc, że udaje się na poszukiwania zagubionych kluczy od samochodu. Jak dotąd nie skontaktował się z rodziną. Nikt nie wie więc, co się stało.
W przypadku zaginięcia nie jest tak, jak się utarło dzięki filmom, że trzeba odczekać 48 godzin. Zgłoszenie jest przyjmowane od razu. Najlepiej jest osobiście przyjść na komendę ze zdjęciem zaginionej osoby.
- A wcześniej na własną rękę popytać znajomych i kolegów z pracy, czy nie widzieli zaginionego - wyjaśnia Gąsowski. - Radzimy też, aby w przypadku osób, które mają nawyk opuszczania miejsca zamieszkania, znać nazwiska osób i miejsca, do których się najczęściej udają.
Maciej Hering
|