joomla templates top joomla templates template joomla

"Drzwi wyrąbano siekierą, zdemolowano mieszkanie". Wprowadzenie stanu wojennego 13-go grudnia 1981 roku brutalnie przecięło 16-miesięczny czas wolności, związany z powstaniem „Solidarności”

Publikacja to fragment pamiętników Wiesława Żurawskiego, grudziądzanina, nauczyciela, członka Solidarności w Stanie Wojennym włącz . Opublikowano w Grudziądz wiadomości

Ogłoszenie stanu wojennego 13-go grudnia 1981 roku brutalnie przecięło 16-miesięczny czas wolności, związany z powstaniem związku zawodowego „Solidarność”, pierwszej niezależnej organizacji pracowniczej w pozostającej pod radziecką dominacją Polsce. 
 
 
Towarzysz generał Wojciech Jaruzelski i jego WRONA, czyli Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego zawiesiła większość praw obywatelskich, militaryzację zakładów pracy, zakaz podróżowania, cenzurę korespondencji, wyłączenie telefonów i godzinę milicyjną. Autorzy stanu wojennego do dziś tłumaczą wprowadzenie tych wszystkich sankcji – groźbą interwencji Związku Radzieckiego. Tymczasem ani towarzysz Leonid Breżniew, ani dowódcy Armii Czerwonej nigdy nie potwierdzili planów agresji na Polskę. Wstyd przyznać, ale wśród oficerów Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego był także pierwszy polski kosmonauta, pilot Mieczysław Hermaszewski, który podpisał „Dekret o stanie wojennym”.

W Grudziądzu, tak jak w całej Polsce, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 rozpoczęły się aresztowania i internowanie działaczy niepodległościowych, głównie członków NSZZ „Solidarność”. W "budowlance"  czasy stanu wojennego pamięta już tylko dwoje nauczycieli: pani Barbara Mejka z Biblioteki szkolnej oraz pan Wiesław Żurawski, nauczyciel matematyki w sali nr 28. Posłuchajmy kilku wspomnień, jakie zanotował w swoim „Pamiętniku” pan Żurawski:

Niedziela, 13 grudnia 1981
 
W domu przy ulicy Kalinkowej 78 zbudziły mnie krzyki o godzinie 2.41. Przez okno na VII piętrze wołała o pomoc kobieta. Wyjrzałem – był śnieg i mróz. „Ludzie, ratunku ! Milicja i jakaś banda wdzierają się nam do mieszkania !” – tak krzyczała żona Jerzego Przybylskiego, przewodniczącego Komitetu Założycielskiego „Solidarności” w Grudziądzu. Nie wiedziałem, co robić. Ponad 20-tu uzbrojonych milicjantów i ZOMO wyprowadzało zakutego w kajdany Jurka Przybylskiego. Lokatorzy z wielu okien naszego osiedla krzyczeli: „Bandyci, przebierańcy! Zostawcie niewinnego! Gestapowcy, przyjdzie czas zemsty!” Wsiedli do sześciu samochodów i odjechali, a za nimi wybiegła w nocnej koszuli z dzieckiem na ręku biedna dziewczyna, krzycząc wniebogłosy: „Ludzie, biegnę powiadomić „Warmę” o tym wszystkim”.
 
Cała akcja zakończyła się o godzinie 2.51. Byłem zszokowany i zdenerwowany – spodziewałem się, że niedługo po mnie przyjdą, byłem bowiem przewodniczącym koła „Solidarności” w Zespole Szkół Budowlanych. O godzinie 3.00 w pobliskiej jednostce wojskowej przy ulicy Chełmińskiej wszczęto alarm, żołnierze wybiegali na gaciach na plac apelowy. Rano o godzinie 8.00 słuchałem w programie pierwszym Polskiego Radia pierwsze przemówienie generała Jaruzelskiego, ale nie zrozumiałem, o czym mówi. O godzinie 9.00 w telewizji nie było Teleranka, którego zawsze o tej porze oglądał mój 3-letni synek. Dopiero o godzinie 10.30 w kościele młodzieżowym ksiądz Czesław Knozowski z ambony zapowiedział, że stan polityczny kraju jest jednak poważny.
 
 
Po Mszy świętej opowiedziałem księdzu proboszczowi Knozowskiemu o aresztowaniu Jerzego Przybylskiego, o jego zdemolowanym mieszkaniu i wyrąbanych siekierą drzwiach, o zarwanej windzie w bloku przy Kalinkowej. Ksiądz był przerażony. Po wyjściu z kościoła na ulicy Mickiewicza pojawiły się 3-osobowe patrole MO czyli Milicji Obywatelskiej i ZOMO, a także żołnierze służby zasadniczej. Dopiero oni informowali przechodniów, że wprowadzono stan wojenny. I nagle okazało się, że na każdym skrzyżowaniu ulic w Grudziądzu stoją patrole i legitymują większość przechodniów. Ale największy postrach i panikę siały oddziały milicji i ZOMO. W telewizorach dopiero wieczorem rozpoczęła nadawać telewizja polska, dużo ludzie wchodziło na dach myśląc, że antena się zepsuła. Ślepiec w czarnych okularach – towarzysz Jaruzelski wystąpił w Dzienniku Telewizyjnym, radio i telewizja nadają co chwilę treść dekretu o stanie wojennym.
 
Poniedziałek, 14 grudnia 1981
 
Proklamowano Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, która kłamliwie tłumaczy stan wojenny dobrem PRL-u i koniecznością zachowania socjalistycznego ustroju. O godzinie 8.00 wszyscy nauczyciele i część uczniów przyszli do nowego budynku szkoły przy ulicy Czarnieckiego 9. Ale dyrektorzy szkoły zaczęli panikować. Pan dyrektor Eugeniusz Ustaszewski i zastępca – pan Antoni Niewiński kazali nam natychmiast opuścić teren szkoły, gdyż do 3 stycznia 1982 roku Ministerstwo Oświaty ogłosiło ferie zimowe. Przedszkola jednak pracują, więc syna Remigiusza jak zawsze odebrałem z przedszkola o godzinie 14.30. Sytuacja w mieście nie jest jednak normalna. Strajkują Pomorskie Zakłady Sprzętu Okrętowego „Warma”, a z nią setki zakładów w całej Polsce, kopalnie i Stocznia Gdańska. Milicja i SB dokonują wciąż aresztowań, używając przemocy: wyciągają ludzi z mieszkań w środku nocy. Wszyscy żyjemy w stresach i panice.
 
Środa, 16 grudnia 1981
 
Na szczęście nie ma dotąd żadnych ofiar w ludziach – tak donosi „Gazeta Pomorska”, bo inne gazety przestały wychodzić. Jednak Wolna Europa, Radio Watykan i tzw. „wrogie radiostacje” donoszą o strajkach okupacyjnych na Śląsku i Wybrzeżu. Tam robotnicy walczą, a my z grudziądzkiej „Solidarności” siedzimy z założonymi rękami! Kilku kolegów-nauczycieli (Chojnacki, Pestka, Rybczyński, Kalinowski, Krzyżanowski) potajemnie odwiedzają mnie, szukając wsparcia w swej bezradności. Ale jesteśmy bezbronną garstką związkowców wobec potężnego, uzbrojonego tyrana. Nasz szef „Solidarności” nauczycielskiej – Stefan Sawczyński z Zespołu szkół Chemiczno-Elektrycznych podobno nie nocuje w domu. Szuka go milicja, w nocy włamują się do jego mieszkania. Dowiedzieliśmy się o niepokojach w „Unii”, o tym, że Bucholca zamknęli, że wytropili go w szpitalu. Strajk w grudziądzkiej „Warmie” zakończył się aresztowaniami.
 
Czwartek, 17 grudnia 1981
 
Krwawy terror junty Jaruzelskiego doprowadził wreszcie do tragedii. Mamy pierwsze ofiary tragicznego grudnia 1981 – w jedenastą rocznicę pierwszych ofiar pamiętnego grudnia 1970. Jakaś banda ZOMO wtargnęła do kopalni „Wujek” w Katowicach i zastrzeliła 9 młodych górników, przy tym zraniono kilkudziesięciu innych. Podobno bandyci mieli na sobie mundury Ludowego Wojska Polskiego ! Górnicy broniąc się, poturbowali kilkudziesięciu ZOMOwców przebranych za żołnierzy. W całej Polsce łączność nadal jest przerwana. Rano jeszcze raz byłem w szkole upewnić się, że do świąt Bożego Narodzenia nie będzie lekcji. Okazało się, że dotychczasowy dyrektor – bardzo lubiany pan Eugeniusz Ustaszewski został wysłany na przymusową emeryturę.
 
Na jego miejsce junta wojskowa wyznaczyła Bogdana Muchowskiego, dotychczasowego kierownika warsztatów w Technikum Mechanicznym. Oznajmił mi, że na mocy dekretu o stanie wojennym szkolne koło Związku Zawodowego „Solidarność” przestaje istnieć, jest definitywnie rozwiązane. Milicja przesłuchała mnie, zadawano głupie pytania, czy stan wojenny jest potrzebny i dlaczego dyrektor Ustaszewski współpracował z naszym związkiem „Solidarność”. Przesłuchanie trwało tylko 20 minut i było dla nich kłopotliwe, ponieważ zwracałem się po imieniu do Andrzeja - jednego z milicjantów, którego uczyłem matematyki 3 lata temu w I LO im. Bolesława Chrobrego, a który przez grzeczność mówił do mnie „panie profesorze”. Po wyjściu z „budowlanki” udałem się na dworzec Przedmieście, postanowiłem jechać pociągiem do Torunia, aby sprawdzić, czy żyją koledzy z toruńskiej „Solidarności”.
 
Na stacji Grudziądz Mniszek pociągi przyspieszone nie zatrzymują się, ale mój pociąg zatrzymano i rozpoczęła się wojskowa kontrola dokumentów i bagaży. Wyrzucono mnie z pociągu, ponieważ nie miałem przepustki na wyjazd do Torunia. Jeden z milicjantów zagroził mi, że za jazdę bez zezwolenia będę musiał stawić się przed Kolegium Karno-Administracyjnym. Dowiedziałem się, że aresztowali moją koleżankę z CKU – profesor Ewę Czarnecką. Tymczasem Lech Wałęsa siedzi w areszcie domowym pod Warszawą, Anna Walentynowicz też jest internowana. Wielka tragedia narodowa. To już prawdziwy koniec wolności i socjalizmu…