joomla templates top joomla templates template joomla

Grudziądz znów kawaleryjski

XX Zjazd Kawalerzystów II RP stał się już historią. I z pewnością przejdzie do historii naszego miasta jako wydarzenie pod wieloma względami wyjątkowe. Grudziądzanie i goście na długo zapamiętają przemarsz ponad setki koni ulicami miasta, paradę na Błoniach, jakiej nie było od siedemdziesięciu lat, wywołujące wspomnienia wystawy i koncert. I oficerów-kawalerzystów II RP, którzy wracają tutaj jak do domu i którzy wśród wszystkich ważnych gości Zjazdu zawsze są dla nas najważniejsi.

 

Na Błoniach, jak przed kilkudziesięciu laty w chwili swoich oficerskich promocji, stoją: ppłk Antoni ŁAWRYNOWICZ (3. Pułk Strzelców Konnych płk Jan W. KARCZ (10. Pułk Dragonów), rtm. Tadeusz BĄCZKOWSKI (19. Pułk Ułanów Wołyńskich), rtm. Jerzy BRZOZOWSKI (Pułk 4. Ułanów Zaniemeńskich), por. Henryk SOLAWA (3. Pułk Ułanów Śląskich), mjr Andrzej KAMIENIECKI (2. Pułk Ułanów Grochowskich), por. Antoni BASZKOWSKI (17. Pułk Ułanów Wielkopolskich), mjr Marian MICHNIEWICZ (5. Pułk Ułanów Pasławskich), mjr Zbigniew MAKOWIECKI (1. Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego), płk Emil S. MENTEL  (1. Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego),  ppłk Tadeusz ANDRZEJEWSKI (15. Pułk Ułanów Poznańskich), por. Józef ADAMCZYK (7. Pułk Ułanów AK). Na trybunie pozostał płk Aleksander CHAJĘCKI (2. Pułk Ułanów Grochowskich).

 

XX Zjazd był także ukoronowaniem 20-letniej pracy Fundacji na Rzecz Tradycji Jazdy Polskiej, pracy mającej na celu przywrócenie kawalerii należnego jej miejsca w naszej historii, a Grudziądzowi zaszczytnego miana stolicy polskiej jazdy. Ukoronowaniem i  mocnym, czytelnym potwierdzeniem, że było warto.

 

Mówi Karola Skowrońska, współtwórczyni Fundacji na Rzecz Tradycji Jazdy Polskiej i przewodnicząca jej zarządu, główny organizator i "dusza" zjazdów, dobry anioł wszystkich kawalerzystów II RP:

 

 - Takiego zjazdu jak właśnie zakończony chyba jeszcze nie było i – przynajmniej w takim wymiarze i takiej oprawie – raczej już nie będzie. Nie znaczy to, że nasze miasto przestanie być miejscem spotkań absolwentów CWK, ich rodzin oraz kontynuatorów tradycji kawaleryjskich. Coś takiego byłoby już teraz nie do pomyślenia. Grudziądz wszedł na pewną drogę, z której nie ma odwrotu. Jaką formułę przybiorą te spotkania? Mamy czas do przyszłego roku, żeby nad tym pomyśleć. Najważniejsze, że Grudziądz znowu jest stolicą polskiej kawalerii. Jest i pozostanie.

 

Splendoru jubileuszowi dodawał honorowy patronat prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (list do zgromadzonych odczytał w jego imieniu  jego doradca Jacek Sasin) oraz obecność wielu znamienitych gości, wśród których wymienić należy ministra Janusza Krupskiego szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, gen. dyw. Wiesława Michnowicza reprezentującego Dowództwo Wojsk Lądowych, gen. bryg. M. Wrońskiego z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, płk Krzysztofa Łoniewskiego, płk Lecha Pietrzaka, ppłk Jacka Treichla i ppłk Mariusza Maciuszka, reprezentujących Dowództwo POW i Ministerstwo Obrony Narodowej i ordynariusza diecezji toruńskiej bpa Andrzeja Suskiego, marszałka kujawsko-pomorskiego Piotra Całbeckiego, senatora Andrzeja Wyrowińskiego i europosła Tadeusza Zwiefkę.  Oczywiście nie zawiedli też "nasi" dowódcy z płk Grzegorzem Mosiołkiem oraz oraz "nasi" grudziądzcy parlamentarzyści, posłowie Marzenna Drab i Janusz Dzięcioł. Głównym organizatorem Zjazdu, obok Fundacji na Rzecz Tradycji Jazdy Polskiej, było Dowództwo Wojsk Lądowych.

 

Na XX Zjazd w Grudziądzu "zameldowało się" prawie półtorej setki gości, nie licząc tych, którzy nie mogli być przez trzy dni i "wpadli" na parę godzin. Ważną i liczną grupę stanowią co roku rodziny kadry i absolwentów CWK. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmują wnuczki przedostatniego komendanta Centrum Wyszkolenia Kawalerii gen. Zygmunta „Zazy” Podhorskiego:Jolanta Parol,  Anna Bobińska i Maja Bobińska-Suchcitz. W zeszłym roku przyjechały z Londynu najpierw na Święto Jednostki 1109 (8. Grudziądzki Batalion Walki Radioelektronicznej), zajmującej historyczną siedzibę CWK i  noszącej imię ich dziadka, gdzie przyjęto je z honorami jako wnuczki Patrona, po raz drugi kilka tygodni później – na XIX Zjazd. Od tej pory utrzymują stały kontakt zarówno z 8. Batalionem, jak i z „rodziną kawaleryjską”.

 

- Byłyśmy wychowywane w bardzo polskim domu. Przekraczając próg naszego londyńskiego mieszkania, jakby przekraczało się granicę. Tam, na zewnątrz – Anglia, tu, w czterech ścianach – Polska. W domu mówiło się wyłącznie po polsku. Rodzice i dziadkowie wpajali nam miłość do wszystkiego, co polskie i zawsze podkreślali, że jesteśmy na Wyspach z przymusu, nie z wyboru, że nasze miejsce jest nad Wisłą. Tradycje patriotyczne i duch wojskowy były w naszym domu żywe nie tylko ze względu na dziadka. Nasz ojciec był oficerem RAF-u, a jego ojciec – oficerem polskiego wywiadu. Teraz my wychowujemy nasze dzieci tak, jak nas wychowano. Nasi rodzice mają dziesięcioro wnucząt. Wszystkie mówią po polsku, w sobotę chodzą do polskiej szkoły, a w niedzielę – do polskiego kościoła. Nie wyobrażamy sobie, by mogło być inaczej.

 

"Rodzinę kawaleryjską" tworzą jakby trzy kręgi. Pierwszy, najściślejszy to przedwojenni oficerowie, drugi, stały i wierny - ich rodziny, po trzecie i czwarte pokolenie. Trzecim, nie mniej ważnym są ochotnicy - kontynuatorzy tradycji kawaleryjskich. Tych z roku na rok jest coraz więcej.

 

Stanisław Frątczak i Andrzej Staniewski z Sekcji Kolarskiej „Szwadron” z Ozorkowa w mundurach 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Do Grudziądza przyjeżdżają od 16. Zjazdu, to jest od 2004 roku. Odległość ponad 200 km pokonują na rowerach, w ciągu jednego dnia - i to jeszcze nie jest ich rekordowy wyczyn. Zazwyczaj z tłumu uczestników Zjazdów wyróżniają ich charakterystyczne, żółte koszulki. Tym razem – po raz pierwszy w mundurach i po raz pierwszy bez rowerów.

 

- Kawalerzyści dosiadali nie tylko koni. W wielu pułkach, na przykład w „naszym” były szwadrony kolarskie. Należy pamiętać, że w XX wieku koń służył kawalerii głównie jako środek transportu – i tutaj rowery okazały się o wiele wygodniejsze, nie potrzeba było ich karmić ani poić, ani przytrzymywać. W szwadronie konnym na każde 3 konie potrzebny był jeden koniowód, w pododdziałach kolarskich tego problemu nie było.

 

Piątek, otwarcie Zjazdu. Historyczne koszary Księcia Józefa Poniatowskiego (obecnie stacjonuje tu 8. Grudziądzki Batalion Walki Radioelektronicznej) znów gościły ułanów i konie, a stajniom, przemienionym obecnie w garaże, na jedną noc przywrócono ich pierwotną funkcję.

 

U kawalerzysty „na pierwszym miejscu panna, przed panną – tylko koń”. Poniżej z lewej: podpułkownik Antoni Ławrynowicz i piękna grudziądzanka Justyna Kayzer na moment przed odsłonięciem rzeźby „Ułan i dziewczyna”, z prawej moment odsłonięcia. Powyżej: major Zbigniew Makowiecki odnalazł w stajniach „swoje” konie (ochotniczego szwadronu Toporzysko, noszącego barwy i dziedziczącego tradycje 3. Pułku Strzelców Konnych, w którym major Makowiecki służył podczas wojny). 

 

- Często jeździliśmy konno przez miasto na Rynek. Asystowaliśmy tam we wszystkich uroczystościach patriotycznych - wspomina płk Emil Mentel. Sobota: przemarsz oddziałów kawalerii ulicami Grudziądza po prawie siedemdziesięcioletniej przerwie.

 

Parada na Błoniach. Podobne odbywały się tutaj niegdyś co roku, z okazji kolejnych promocji oficerskich; ostatnia – w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny. Po siedemdziesięciu latach: obok reprezentacyjnego Szwadronu Kawalerii Wojska Polskiego (amarantowe otoki, amarantowo-granatowe proporczyki na lancach i czapraki) – przedstawiciele kilkunastu ochotniczych szwadronów, kół jeździeckich i harcerskich drużyn konnych, noszących barwy i dziedziczących tradycje przedwojennych pułków kawaleryjskich.

 

Major Zbigniew Makowiecki podziwiał sprawność współczesnych ułanów Szwadronu Kawalerii WP w pracy lancą i zwłaszcza w cięciu łóz (konkurencja polegająca na tym, że jeździec w pełnym galopie ścina szablą pręt wierzbowy umieszczony w specjalnym stojaku): - Idzie im to lepiej niż nam. Nam, pamiętam, udawało się ściąć co trzecią, co czwartą. To naprawdę bardzo trudne. - Major wspomina jednak również przedwojennych mistrzów, którzy stojąc naprzeciw kręcili szablami młynka tak, że cięli łozę „dosłownie w plasterki”.

 

Kapitan Andrzej Makowski został przez Kawalerzystów II RP honorowo awansowany do stopnia rotmistrza. – Prowadził pan paradę wzorowo, a na koniu trzyma się pan jak przedwojenny oficer – uzasadniał płk Emil Mentel.

 

Sobotni wieczór w teatrze: przepiękny koncert w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego - historia ostatnich 100 lat polskiego oręża opowiedziana piosenką i tańcem; następnie odznaczenia, podziękowania i prezenty. Po raz pierwszy Fundacja przyznała Odznaki Honorowe kawalerzystom II RP oraz osobom zasłużonym dla podtrzymywania tradycji kawaleryjskich i organizacji kolejnych Zjazdów.

 

W niedzielę Msza święta pod przewodnictwem biskupa Suskiego w intencji żyjących i zmarłych kawalerzystów i ich rodzin, później apel poległych na Rynku i dwie wystawy: mundurów kawaleryjskich w świeżo wyremontowanym, pachnącym jeszcze farbą spichrzu, oraz fotografii na planszach na Placu Stycznia, dokumentujących historię CWK i historię dwudziestu zjazdów. Obie ekspozycje, choć tak różne pod każdym względem, wywołały podobne wzruszenia, obie też przywołały wiele wspomnień, zwłaszcza gdy na przedwojennych zdjęciach goście poszukiwali - i rozpoznawali - siebie i swoich najbliższych. Rozjeżdżając się, uczestnicy Zjazdu powtarzali: "Do zobaczenia w przyszłym roku!"

 

 

 

 

źródło : www.grudziadz.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież